poniedziałek, 20 marca 2017

#66 „Twoim śladem" - A. Meredith Walters

Cześć kochani!

Dawno nie było u mnie recenzji jakiegoś romansu, więc chyba pora to zmienić ;) Zapraszam na recenzję :)


NA WSTĘPIE...
 O tej książce słyszałam już jakiś czas temu, właściwie blisko jej premiery była niemal wszędzie i... tak jakoś mi się to przejadło, że stwierdziłam iż wolę trochę zaczekać, niech ten szał trochę przycichnie, a ja potem będę zabierać się za czytanie. Oczekiwałam od niej czegoś naprawdę dobrego, zważywszy na te wszystkie bardzo pozytywne opinie, w znacznej części pisane w samych superlatywach. No słowem: miałam nadzieję na coś bardzo mocnego. Czy tak się stało?

 W pewnym sensie tak. Nie mogę tutaj zaprzeczyć: historia była naprawdę mocna. Autorka porwała się na głęboką wodę, poruszając tutaj temat narkotyków i... wyszło jej to naprawdę dobrze. Bo wiecie, jak dla mnie książki z tematem uzależnień dzielą się na te rozbudowane i takie, w których owo uzależnienie jest tłem. Tutaj niedość, że wątek ten został szeroko opisany, to pani Walters zrobiła to bardzo dokładnie i realistycznie. Pokazała co siedzi w głowie osoby, która jest uzależniona. Odkryła przed nami wszystkie etapy na zasadzie "zaprzeczenie/wyparcie/złość/akceptacja" itd. Nie wiem, jak to wygląda w rzeczywistości, nigdy się z czymś takim nie spotkałam "twarzą w twarz", jednak byłabym skłonna uwierzyć, że to, co działo się w tej powieści, mogłoby mieć miejsce gdzieś na świecie.
 Punkt za realistyczne oddanie tematu.


IRYTUJESZ MNIE JAK CHOLERA, ALE W SUMIE, TO CIĘ LUBIĘ

 Bohaterowie. Ludzie kochani, co tu się działo. Z jednej strony miałam ochotę nimi wszystkimi potrząsnąć i to tak bardzo, bardzo mocno, a z drugiej... No właśnie nie wiem. Nie mogę powiedzieć, że się w nich "zakochałam", bardzo mocno polubiłam, czy coś takiego. Po prostu nie wiem jak to opisać. Główna bohaterka niejenokrotnie mnie irytowała. Z resztą nie ona jedna. Wkurzało mnie niemal bipolarne zachowanie głównego bohatera, chociaż je da się wytłumaczyć, kiedy zna się choć połowę faktów. Postaci drugoplanowe? Momentami chcesz je przytulić, a za chwilę masz ochotę udusić. Cóż, widocznie taka już uroda osób występujących w tej książce.

 I niby tak mówię, że mnie irytowali, że to, że tamto... A jednak w jakimś stopniu ich polubiłam. Być może jest to skutkiem szeroko rozwiniętej płaszczyzny psychologicznej, którą jak wiecie (lub też nie), cenię w książkach na równi z ciekawym pomysłem na historię.To jest wysoce prawdopodobna teoria. Bo wiecie: nawet, jeśli historia jest niesamowita, a bohaterowie nijacy... to z lektury jest guzik z pętelką a nie przyjemność. A tutaj... No tutaj widać, że pani Walters bardzo się napracowała przy tworzeniu tych całkiem różnych od siebie charakterów. Każdy z bohaterów jest inny i swoją postawą, czy też historią, porusza nieco inny problem, dzięki czemu powieść nie staje się kolejnym głupim romansidłem, a czymś, co wciąga i w efekcie może (lub też niekoniecznie) czegoś nas nauczyć. I właśnie te różnice między postaciami, i ich relacje, spodobały mi się najbardziej. 

 Plus za umiejętnie wykreowanych bohaterów.


ALE TO JUŻ BYŁO...

 No było. Trzeba przyznać, że nie jest to żaden oryginalny pomysł na fabułę. Albo przynajmniej tak może się wydawać. W tym całym świecie schematów i odgrzewania kotletów, autorka odnalazła wątek dla siebie i rozwinęła go, towarząc przy tym pewien powiew świerzości. Nie mówię, że jej historia jest od góry do dołu oryginalna, bo nie jest. Jednak ma w sobie coś, co sprawia, że czytelnik poznaje ją z przyjemnością i nie przejmuje się tym, że już kiedyś wcześniej czytał coś podobnego. 

 Podczas lektury odniosłam wrażenie, że pani Walters bardziej niż na samym romansie (który momentami był naprawdę toksyczny) skupiła się na doskonaleniu całej reszty. Bo gdzie nie spojrzeć, historia każdego bohatera ma drugie dno. Ich zachowanie, wybory, których dokonują... to wszystko ma jakiś powód, z czymś się wiąże. W tej powieści chyba nic nie dzieje się bez przyczyny, zaryzykowałabym stwierdzenie, że jest to swego rodzaju reakcja łańcuchowa, która nieuchronnie przybliża nas do końca... No właśnie, koniec.

 Niemalże przez całą książkę miałam wrażenie takiego jakby niepokoju. Nie wiem skąd u mnie takie coś, ale pojawia się, gdy mam wrażenie, że historia nie skończy się tak, jakbym tego chciała... I powiedziałabym Wam o co dokładnie mi chodzi, jednak zdradzę tylko tyle, że moje czarne scenariusze się sprawdziły. I o dziwo, nie jestem z tego powodu rozczarowana. Strasznie mi się spodobał fakt, że autorka postanowiła tutaj po raz kolejny wyjść ze schematu. Bo przecież wszyscy spodziewaliby się czegoś innego, bo przecież romansidła nie kończą się w ten sposób. I dobrze. Taka odmiana od czasu do czasu jest potrzebna, a dzięki niej mam pewność, że z wielką chęcią zapoznam się z dalszym ciągiem historii.

 Plus za... całokształt historii.


PODSUMUJMY:

 Sięgając po tę książkę oczekiwałam czegoś mocnego, być może nawet łzawego, czegoś, co wywoła we mnie rollercoaster emocji. Cóż, mocne to to było, jednak najczęściej odczuwanymi przeze mnie emocjami były raczej irytacja, a niżeli jakieś ściski na gardle. No i łez też nie było. Mimo to, historia naprawdę mi się spodobała. Wszystko miało swoje wyjaśnienie, autorka zadbała o drobne szczegóły, stworzyła naprawdę realistycznych bohaterów, z realistycznym życiem. Jestem skłonna uwierzyć, że ta historia naprawdę miała gdzieś miejsce. 

 Historia naprawdę wciąga, kilka godzin i nawet nie zauważyłam, że już jest za mną, a to jest kolejny plus. 

 Relacje między postaciami, ich przeszłość i wszystko inne, mające miejsce dookoła nich... Pani Walters zastosowała tutaj technikę przyczynowo-skutkową. A przynajmniej takie odniosłam wrażenie. Wszystko to, co się tutaj działo, nie działo się od tak, "bo tak", bez powodu. Praktycznie zawsze wiązało się z dalszym ciągiem historii, czy to na dłuższą, czy też krótszą metę. I to mi się podoba. Pokazuje, że książka została dobrze zaplanowana.

 Poruszany w tej powieści wątek uzależnień został realistycznie opisany. Nie był jakimś tam tłem, czy wątkiem pobocznym. Wraz z całą resztą tworzył świetną całość i dlatego właśnie lektura była przyjemna. Dlatego mogę Wam ją polecić z czystym sumieniem, jeśli tylko macię ochotę na coś w ten deseń. Jak dla mnie warto ją poznać, jeśli nie po to, by coś z niej wynieść, to dlatego, że daje nam ona kilka godzin rozrywki i ucieczki od własnych problemów.

No i jest pełna pięknych cytatów.

 Polecam.

Tytuł: Twoim śladem
Autor: Meredith Walters
Tytuł oryginalny:
Seria:
Twisted Love Tom: 1
Wydawnictwo: YA!
Tłumaczenie: Dorota Konowrocka-Sawa
Ilość stron: 480
Moja ocena: 7/10
ISBN: 9788328021914


Z serii ukazały się:

Tom 1:
„Twoim śladem"
Tom 2

Za książkę ślicznie dziękuje wydawnictwu YA!


Słyszeliście o tej książce? Czytaliście? Jak wrażenia? A może dopiero zamierzacie ją przeczytać? Dajcie znać^^
Buziaki, Kinga ;*

8 komentarzy :

  1. Mi jakoś uciekła w czasie kiedy było o niej głośno. Dopiero pierwszy raz rzuciła mi się w oczy. I jakoś nie czuje potrzeby przeczytania tej powieści.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cóż, takie historie to nie mój klimat, zresztą rzadko czytam romanse. Oby następna książka, po którą sięgniesz bardziej Cię usatysfakcjonowała :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Sposób, w jaki przedstawiłaś książkę sprawił, że mam ochotę ją przeczytać i chyba nawet sięgnę. To będzie mój pierwszy romans, bo jestem fanką krwiożerczych kryminałów :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Sama nie wiem, czy chcę przeczytać tę książkę, bo niby coś przyciąga, ale też i nie do końca wszystko mi tu zagrało. Pewnie jeszcze będę musiała pomyśleć, albo zdam się na przypadek i jeśli trafię kiedyś na tę książkę, to po nią sięgnę i sprawdzę, co i jak. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Może kiedyś, jak będę miała okazję, to się jej poddam. Ale specjalnie nie będę szukać

    Pozdrawiam
    To Read Or Not To Read

    OdpowiedzUsuń
  6. Hmm, jest tyle fantastycznych książek, które debiutują na polskim rynku w tym roku, że chyba się nie skuszę… Szczególnie, kiedy wspominałaś, że książka był nieco irytująca. Powiem szczerze, że kiedy jakaś książka mnie drażni, porzucam ją na rzecz kolejnego tytułu. Szkoda czasu. Tymczasem jeżeli jeszcze chcesz pozostać w romansach, polecam ci „Pięknego” czyli piąty, ostatni tom serii „Piękny drań”. Świetna. :) Napisałam o niej w recenzji: PIĘKNY RECENZJA – OSTATNI TOM FANTASTYCZNEJ SERII CHRISTINY I LAUREN..
    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja właśnie skończyłam czytać. Jestem zachwycona. Może dlatego że przeżyłam taką miłość skazaną od początku na koniec bez happy endu.

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo chcę przeczytać <3 Myślałam, że to nie jest książka dla mnie, ale teraz po twojej recenzji widzę, że się myliłam :( Koniecznie to nadrobię <3

    Pozdrawiam, Jabłuszkooo ♡
    Szelest Stron

    OdpowiedzUsuń

Jeśli przeczytałeś/aś mój post zostaw po sobie jakiś ślad :)
Z chęcią poznam wasze opinie na dany temat.
Nie musisz spamować linkami, odwiedzam każdego, kto zaciekawi mnie komentarzem lub po prostu stałych czytelników :)

SZABLON WYKONANY PRZEZ RONNIE