Cześć elfiki! :D
W momencie kiedy Wy czytacie ten tekst, ja jestem po szóstej próbie napisania tej recenzji od nowa. I to nie dlatego, że nie wiem, co o książce powiedzieć. Wręcz przeciwnie - jest tyle rzeczy, o których chciałabym tutaj napisać, a jednak i tak nie oddałyby one tego, jak bardzo ta historia mi się spodobała. Pozostaje mi chyba tylko liczyć, że nikt podczas czytania moich wypocin nie zgłupieje, albo cuś... No nic, zapraszam :D
W momencie kiedy Wy czytacie ten tekst, ja jestem po szóstej próbie napisania tej recenzji od nowa. I to nie dlatego, że nie wiem, co o książce powiedzieć. Wręcz przeciwnie - jest tyle rzeczy, o których chciałabym tutaj napisać, a jednak i tak nie oddałyby one tego, jak bardzo ta historia mi się spodobała. Pozostaje mi chyba tylko liczyć, że nikt podczas czytania moich wypocin nie zgłupieje, albo cuś... No nic, zapraszam :D
CZYTELNIKU: podczas czytania tej recenzji możesz dostać cukrzycy, nerwicy, lub też odruchów wymiotnych następujących po przesłodzeniu. Przed jej przeczytaniem skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą, gdyż każde tutaj zdanie będzie wypełnione przesłodzonymi "ochami" i "achami" na temat dzieła pani J. Maas.
PIĘKNA I BESTIA
Jeśli mam być szczera, nigdy w życiu nie widziałam w całości disnejowskiej wersji "Pięknej i Bestii" (NIE BIJCIE!), ale nadrabiałam to w inny sposób (choćby chodząc do teatru na przedstawienia, oglądając filmy) i znam ogólny zarys historii. Tak więc kiedy tylko pojawiła informacja o tym, że Sarah J. Maas inspirowała się nią podczas tworzenia historii Feyry - niemal nie mogłam usiedzieć na miejscu w oczekiwaniu, kiedy uda mi się poznać tą wersję. Mimo iż miałam swój egzemplarz na półce już od dnia premiery, opierałam się przed jego lekturą przez dość długi kawał czasu. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, co pani Maas robi z czytelnikami poprzez swoje książki i po prostu bałam się długo czekać na tom drugi. Jak się okazało, zakończenie nie wypaliło mnie od środka, jednak podczas lektury niejednokrotnie robiłam sobie chwilkę przerwy by powiedzieć "wow". Serio serio.
I jak już jesteśmy przy temacie owej baśni - nawiązanie do niej sprawiło, że niektóre wydarzenia mające miejsce w tym tomie były dla mnie przewidywalne, jednak nie uważam, by ujmowało to całości. Wręcz przeciwnie. Sama jestem zaskoczona, jednak spodobało mi się to, że wreszcie z czystym sumieniem mogłam powiedzieć: "spodziewałam się tego, tego i tego", ponieważ do tej pory Sarah J. Maas nie dała mi takiej możliwości (kto czytał "Szklany tron", ten wie o czym mówię...). Mam kompletny mętlik i nie wiem jak to dobrze wyjaśnić (albo raczej nie skomplikować jeszcze bardziej). Ale sam fakt, że książka jest na podstawie baśni... Chyba nigdy o tym nie wspominałam, ale po prostu uwielbiam takie historie. Jeśli widzę, że coś ma taki właśnie motyw, istnieje 90% szans, że mnie zainteresuje i po nią sięgnę. Po prostu ten fakt, że jest to jakaś nowa, nieznana mi dotąd wersja, sam w sobie jest cudowny. Mam nadzieję, że rozumiecie o co mi chodzi, bo z tego entuzjazmu sama nie wiem, co piszę :P
Może po prostu powiem, że nawiązane do baśni było świetnym pomysłem i przejdę dalej żeby już się nie kompromitować... Eh.
Być może wiecie, albo nie wiecie, wspominałam kiedyś, że wprost uwielbiam elfy, fae, faerie i inne istotki im podobne. No bo jak tu ich nie kochać, co? I nie mówię tu tylko o tych książkowych - wielbię zarówno je, jak i te z gier, czy filmów. Po prostu mam do nich jakąś taką słabość, że normalnie awglsmjh. Tyle w temacie. A co robi pani Maas? Pisze książkę, w której są fae. Dużo fae. I tworzy ich własny świat. I kreuje dwójkę, a nawet trójkę takich niesamowicie cudownych panów rodzaju fae... I pokazuje nam ich moce. I świat. I. I. I... I ja nie mogę przestać się tym zachwycać, bo autorka robi coś, co dosłownie rozwala system. To, jak kreuje swoje postaci, opisuje ich świat, te wszystkie magiczne stworki, moce, nawet własną zagadkę (której rozwiązanie odgadłam za pierwszym strzałem, ale cii. To do końca nie było pewne) napisaną tak poetyckim językiem... No po prostu MAJSTERSZTYK ŚWIATA LITERACKIEGO, cud, miód, maliny, pomarańcze. Bohaterowie mają charakterki. Cudowne charakterki. I to takie całkiem różne, dzięki czemu kochamy każdego z nich za coś zgoła innego... No nie da się ich nie lubić, nawet gdy robią z siebie największych dupków. *kaszlu*Rhys*kaszlukaszlukaszlu*Lucien*kaszlu*
To, co najbardziej we wszystkim mi się spodobało, to fakt, iż główna bohaterka nie jest idealna. Została pokazana w zwyczajnym świetle jako prosta osóbka. Jest biedna, niepiśmienna i nie potrafi czytać (co swoją drogą w pewnym momencie da jej popalić...), nie ma żadnych super magicznych mocy, ma swoje wady, czasami myśli egoistycznie... No słowem; zachowuje się jak najzwyklejszy w świecie człowiek na jej miejscu. I to jest świetne. Wręcz rewelacyjne. Pani Maas nie idealizuje swoich bohaterów, choć na pierwszy rzut oka można by tak pomyśleć. Nie robi z nich żadnych Marysiów Sue, Grzesiów Stuu, czy kogo tam wiatr wywieje. Każde z nich ma wady i zalety, może i momentami irytuje, a jednak w tym samym czasie jest na swój sposób wspaniałe. I najlepszym na to przykładem jest już przeze mnie wspomniana Feyra. Tak powinno się kreować bohaterów. Nie tylko tych głównych. Kropka. Ewentualnie wykrzyknik. A z resztą sami sobie dopowiedzcie, co ja wsparcie interpunkcyjne jestem?
Po raz kolejny Sarah J. Maas udowodniła, że zna się na tym, co robi jak nikt inny. Wyobraźnia tej kobitki chyba nie ma granic, bo to, co wyprawia w swoich książkach przechodzi wszelkie granice i moje oczekiwania. Jestem zakochana, zauroczona i w ogóle za jej książkami stoję murem. Wincyj mi tego dajcie. Wincyj :P
Jeszcze w trakcie czytania odniosłam wrażenie, że po lekturze tej książki moje spojrzenie na fantastykę zmieni się całkowicie i miałam rację. Jeszcze nie odkryłam na czym ta zmiana polega, jednak po prostu po mym serduszku rozlewa się takie genialne ciepełko... Te wszystkie ochy i achy... Cieszcie się, że nie macie ze mną styczności na co dzień. Moja koleżanka ma mnie już dość, bo od kilku dni nudzę jej o tym jak cudowna jest ta historia, ale ja po prostu nie potrafię przestać. Po prostu potrzebuję kogoś, z kim mogłabym się nad nią wyzachwycać i to tak porządnie. Najlepiej całymi dniami. Przez całe życie... Tak, to ten moment, w którym powinniście zacząć się mnie bać, lub też dzwonić do zaufanego psychiatry z prośbą o przyjechanie na blogspota.
Jak już wspominałam, bohaterowie tej powieści są perfecto ideolo. I nie mówię tutaj o tym, że są idealni. Oni są po prostu bajecznie wykreowani. Nie da się ich nie lubić ani nie pokochać całym swoim serduchem. W sumie niektórych można znienawidzić, ale to już inna bajka... Dzięki pani Maas po mojej głowie krążą tysiące scenariuszy z ich udziałem, a ja po prostu nie chcę się ich pozbywać. Niech zostają tak długo jak chcą. A nawet dłużej.
Fabuła jest po prostu pierwsza klasa. Autorka doskonale ją rozplanowała. Punkt za punktem, kawałek, po kawałku. Nie ma w niej żadnych zgrzytów, niedopowiedzeń, ani rzeczy mało zrozumiałych, a to naprawdę wielka rzadkość. Jeśli jeszcze Was nie przekonałam, to zastanawiam się czy nie macie serducha z kamienia, bo nie da się oprzeć jej urokowi. No dobra, może i przesadzam, ale i tak... UGHMWT. MUSICIE JĄ PRZECZYTAĆ!!! A to nie podlega dyskusji. Czytajcie. I chwalcie się odczuciami. Nie, żebym zrozumiała, jeśli komuś książka się nie spodobała, chociaż gryźć z tego powodu nie będę. Raczej będzie mi smutno, że ktoś nie pokochał jej świata... Wydaje mi się to niemożliwe, ale co ja tam wiem... CZYTAJCIE! :D
Mam nadzieję, że po tej jakże dziwnej recenzji nikt z Was nie ma mnie dość, a nawet jeśli... nie obchodzi mnie to, moim celem jest zachęcenie Was do lektury i mam nadzieję, że dzisiejsze działania odniosły odpowiednie skutki :D
Tytuł: Dwór cierni i róż
Autor: Sarah J. Maas
Tytuł oryginalny: A Court of Thorns and Roses
Seria: Dwór cierni i róż Tom: 1
Wydawnictwo: Uroboros
Tłumaczenie: Jakub Radzimiński
Ilość stron: 524
Moja ocena: 9/10
ISBN: 9788328021419
Czy ktoś dotrwał do końca? Czytaliście coś od Sary J. Maas? Jak wrażenia? Moje już znacie, więc jeśli Wasze zgadzają się choć w połowie, chyba się polubimy :D
I jak już jesteśmy przy temacie owej baśni - nawiązanie do niej sprawiło, że niektóre wydarzenia mające miejsce w tym tomie były dla mnie przewidywalne, jednak nie uważam, by ujmowało to całości. Wręcz przeciwnie. Sama jestem zaskoczona, jednak spodobało mi się to, że wreszcie z czystym sumieniem mogłam powiedzieć: "spodziewałam się tego, tego i tego", ponieważ do tej pory Sarah J. Maas nie dała mi takiej możliwości (kto czytał "Szklany tron", ten wie o czym mówię...). Mam kompletny mętlik i nie wiem jak to dobrze wyjaśnić (albo raczej nie skomplikować jeszcze bardziej). Ale sam fakt, że książka jest na podstawie baśni... Chyba nigdy o tym nie wspominałam, ale po prostu uwielbiam takie historie. Jeśli widzę, że coś ma taki właśnie motyw, istnieje 90% szans, że mnie zainteresuje i po nią sięgnę. Po prostu ten fakt, że jest to jakaś nowa, nieznana mi dotąd wersja, sam w sobie jest cudowny. Mam nadzieję, że rozumiecie o co mi chodzi, bo z tego entuzjazmu sama nie wiem, co piszę :P
Może po prostu powiem, że nawiązane do baśni było świetnym pomysłem i przejdę dalej żeby już się nie kompromitować... Eh.
FAE. FAE. FAE. FAE. KOCHAM FAE!
Być może wiecie, albo nie wiecie, wspominałam kiedyś, że wprost uwielbiam elfy, fae, faerie i inne istotki im podobne. No bo jak tu ich nie kochać, co? I nie mówię tu tylko o tych książkowych - wielbię zarówno je, jak i te z gier, czy filmów. Po prostu mam do nich jakąś taką słabość, że normalnie awglsmjh. Tyle w temacie. A co robi pani Maas? Pisze książkę, w której są fae. Dużo fae. I tworzy ich własny świat. I kreuje dwójkę, a nawet trójkę takich niesamowicie cudownych panów rodzaju fae... I pokazuje nam ich moce. I świat. I. I. I... I ja nie mogę przestać się tym zachwycać, bo autorka robi coś, co dosłownie rozwala system. To, jak kreuje swoje postaci, opisuje ich świat, te wszystkie magiczne stworki, moce, nawet własną zagadkę (której rozwiązanie odgadłam za pierwszym strzałem, ale cii. To do końca nie było pewne) napisaną tak poetyckim językiem... No po prostu MAJSTERSZTYK ŚWIATA LITERACKIEGO, cud, miód, maliny, pomarańcze. Bohaterowie mają charakterki. Cudowne charakterki. I to takie całkiem różne, dzięki czemu kochamy każdego z nich za coś zgoła innego... No nie da się ich nie lubić, nawet gdy robią z siebie największych dupków. *kaszlu*Rhys*kaszlukaszlukaszlu*Lucien*kaszlu*
To, co najbardziej we wszystkim mi się spodobało, to fakt, iż główna bohaterka nie jest idealna. Została pokazana w zwyczajnym świetle jako prosta osóbka. Jest biedna, niepiśmienna i nie potrafi czytać (co swoją drogą w pewnym momencie da jej popalić...), nie ma żadnych super magicznych mocy, ma swoje wady, czasami myśli egoistycznie... No słowem; zachowuje się jak najzwyklejszy w świecie człowiek na jej miejscu. I to jest świetne. Wręcz rewelacyjne. Pani Maas nie idealizuje swoich bohaterów, choć na pierwszy rzut oka można by tak pomyśleć. Nie robi z nich żadnych Marysiów Sue, Grzesiów Stuu, czy kogo tam wiatr wywieje. Każde z nich ma wady i zalety, może i momentami irytuje, a jednak w tym samym czasie jest na swój sposób wspaniałe. I najlepszym na to przykładem jest już przeze mnie wspomniana Feyra. Tak powinno się kreować bohaterów. Nie tylko tych głównych. Kropka. Ewentualnie wykrzyknik. A z resztą sami sobie dopowiedzcie, co ja wsparcie interpunkcyjne jestem?
PODSUMUJĘ, BO JEŚLI TEGO NIE ZROBIĘ, RECENZJA NA KILOMETR SIĘ ROZEJDZIE
Po raz kolejny Sarah J. Maas udowodniła, że zna się na tym, co robi jak nikt inny. Wyobraźnia tej kobitki chyba nie ma granic, bo to, co wyprawia w swoich książkach przechodzi wszelkie granice i moje oczekiwania. Jestem zakochana, zauroczona i w ogóle za jej książkami stoję murem. Wincyj mi tego dajcie. Wincyj :P
Jeszcze w trakcie czytania odniosłam wrażenie, że po lekturze tej książki moje spojrzenie na fantastykę zmieni się całkowicie i miałam rację. Jeszcze nie odkryłam na czym ta zmiana polega, jednak po prostu po mym serduszku rozlewa się takie genialne ciepełko... Te wszystkie ochy i achy... Cieszcie się, że nie macie ze mną styczności na co dzień. Moja koleżanka ma mnie już dość, bo od kilku dni nudzę jej o tym jak cudowna jest ta historia, ale ja po prostu nie potrafię przestać. Po prostu potrzebuję kogoś, z kim mogłabym się nad nią wyzachwycać i to tak porządnie. Najlepiej całymi dniami. Przez całe życie... Tak, to ten moment, w którym powinniście zacząć się mnie bać, lub też dzwonić do zaufanego psychiatry z prośbą o przyjechanie na blogspota.
Jak już wspominałam, bohaterowie tej powieści są perfecto ideolo. I nie mówię tutaj o tym, że są idealni. Oni są po prostu bajecznie wykreowani. Nie da się ich nie lubić ani nie pokochać całym swoim serduchem. W sumie niektórych można znienawidzić, ale to już inna bajka... Dzięki pani Maas po mojej głowie krążą tysiące scenariuszy z ich udziałem, a ja po prostu nie chcę się ich pozbywać. Niech zostają tak długo jak chcą. A nawet dłużej.
Fabuła jest po prostu pierwsza klasa. Autorka doskonale ją rozplanowała. Punkt za punktem, kawałek, po kawałku. Nie ma w niej żadnych zgrzytów, niedopowiedzeń, ani rzeczy mało zrozumiałych, a to naprawdę wielka rzadkość. Jeśli jeszcze Was nie przekonałam, to zastanawiam się czy nie macie serducha z kamienia, bo nie da się oprzeć jej urokowi. No dobra, może i przesadzam, ale i tak... UGHMWT. MUSICIE JĄ PRZECZYTAĆ!!! A to nie podlega dyskusji. Czytajcie. I chwalcie się odczuciami. Nie, żebym zrozumiała, jeśli komuś książka się nie spodobała, chociaż gryźć z tego powodu nie będę. Raczej będzie mi smutno, że ktoś nie pokochał jej świata... Wydaje mi się to niemożliwe, ale co ja tam wiem... CZYTAJCIE! :D
Mam nadzieję, że po tej jakże dziwnej recenzji nikt z Was nie ma mnie dość, a nawet jeśli... nie obchodzi mnie to, moim celem jest zachęcenie Was do lektury i mam nadzieję, że dzisiejsze działania odniosły odpowiednie skutki :D
Tytuł: Dwór cierni i róż
Autor: Sarah J. Maas
Tytuł oryginalny: A Court of Thorns and Roses
Seria: Dwór cierni i róż Tom: 1
Wydawnictwo: Uroboros
Tłumaczenie: Jakub Radzimiński
Ilość stron: 524
Moja ocena: 9/10
ISBN: 9788328021419
Czy ktoś dotrwał do końca? Czytaliście coś od Sary J. Maas? Jak wrażenia? Moje już znacie, więc jeśli Wasze zgadzają się choć w połowie, chyba się polubimy :D
Buziaki, Kinga ;*