czwartek, 10 listopada 2016

#42 „Ugly love" - Colleen Hoover

 Historia promowana jako jeden z najlepszych romansów tego roku, ale czy aby na pewno zasłużyła sobie na ten tytuł?


Tytuł: Ugly Love
Autor: Colleen Hoover
Wydawnictwo: Otwarte
Data przeczytania: październik 2016
Moja ocena: 7/10
Opis:
 Serca zaczynają szybciej bić, obietnice zostają złamane, reguły przestają obowiązywać…

Kiedy Tate, początkująca pielęgniarka, wprowadza się do mieszkania swojego brata, nie spodziewa się tak gwałtownych zmian w życiu. Wszystko przez przystojnego pilota Milesa Archera.

Miles ustala tylko jedną regułę ich związku: nie pytaj o przeszłość i nie oczekuj przyszłości. Gdy ta sytuacja staje się nie do wytrzymania i prowokuje do pytań, ożywają jego dramatyczne wspomnienia.

Tej powieści się nie czyta, tylko przeżywa – całą sobą, sercem i duszą, a po zakończeniu nic już nie jest takie samo.
Moja recenzja:



Nie jest tajemnicą, że po lekturze książek pani Hoover nie mam bladego pojęcia, co mogłabym o nich powiedzieć, lub też napisać. Nie mam pojęcia dlaczego, jednak tak jest i kropka. Nic nie poradzę. Jeśli czytaliście poprzednie recenzje książek tej pani, tj: Hopeless <recenzja>, Maybe Spomeday <recenzja> i Pułapka uczuć <recenzja> - zapewne nie zdziwi Was to, że po przeczytaniu tej książki napisanie recenzji zajęło mi ponad miesiąc. Natrudziłam się przy niej niemało i mam nadzieję, że jako tako to wygląda, tak więc zapraszam. ;)

Zacznijmy od tego, że są dwa rodzaje recenzji tej książki:
-wychwalające historię i jej autorkę pod niebiosa, pisane w samych superlatywach, o kilometrowej długości;
-te niepochlebne, gdzie czytelniczki skarżą się na przewidywalność, oklepane zakończenie, bla, bla, bla.
Co myślę ja? Otóż nie wiem. I w tym jest problem. 

 Książka z jednej strony bardzo mi się podobała, czytało się ją bardzo przyjemnie i co najważniejsze, zżyłam się z bohaterami, jednak z drugiej cały czas odnosiłam wrażenie, że czegoś jej brak. Fakt, nie spodziewałam się tego, co pani Hoover ukryła pośród jej kart, jednak zakończenie sprawdziło się w każdym calu, przez co jestem nieco zawiedziona. W sumie nie wiem, czego po nim oczekiwałam, bo wydaje mi się, że nie ważne, jak by się ta powieść skończyła - ja i tak uznałabym je za zbyt zwyczajne. Myślę, że to wina tych właśnie recenzji, które wychwalały ją aż do bólu. Wszędzie widziałam teksty takie jak: 'najgorętsza powieść Colleen  Hoover', 'jeden z najlepszych romansów tego roku', 'musicie przeczytać' i 'nie zawiedziecie się'. W kwestii tego ostatniego - nie zgodzę się. 

 Jeśli zapytalibyście mnie, co dokładnie mi się w niej nie podobało, to nie potrafiłabym Wam wskazać konkretnego momentu. Z jednej strony to zakończenie było do bólu przewidywalne, z drugiej jednak nie było takie złe. Ale cóż... np. takie "Maybe someday", czy nawet "Hopeless" podobały mi się bardziej, ale to raczej kwestia tego, że nie miałam pojęcia czego się po nich spodziewać. "Hopeless" było pierwszą książką CoHo, jaką dane mi było przeczytać, więc była to dla mnie swego rodzaju 'nowość', a "Maybe someday" było po prostu słodkie. "Ugly love" to cięższy temat. Myślę, że to po prostu kwestia tego, że nastawiłam się na te wszystkie rzeczy, o których pisano w recenzjach. No wiecie, że niby rumieńce na twarzy, zaciskające się gardło, łzy, rollercoaster emocji. U mnie nie zdarzyło się nic, no może poza lekkimi rumieńcami. A może po prostu to też kwestia 'psychiki'. Uważam, że różne książki powinno się czytać na różnych etapach życia i kto wie, może kiedy wrócę do niej za kilka lat, spodoba mi się bardziej... W każdym razie nie skreślam jej, bo wydaje mi się, że dobrze będzie do niej wrócić.

 Fabuła stworzona przez autorkę może i nie była jakaś oryginalna, ani 'nowa', i pomimo tego, że wiedziałam (podejrzewałam) jakie będzie zakończenie, to jednak całość stanowiła bardzo przyjemny odłam od życia codziennego, a jej lektura była wciągająca. Znowu natknęłam się na piękne cytaty charakteryzujące powieści pani Hoover, jednak nie jestem pewna, czy nazwałabym ją "królową new adult". Może i fani tejże pani będą chcieli mnie zjeść, ale po przeczytaniu pięciu jej książek stwierdzam, że nie ma w nich nic tak zachwycającego, aby od razu dawać jej (autorce) taki tytuł. I nie chodzi mi tutaj o to, że znam dużo lepszych autorów, bo pomimo tego, że czytałam wiele powieści tego typu, wciąż nie natrafiłam na nic (nikogo), co mogłoby na takowy tytuł zasługiwać. Co prawda obydwie dotychczas wydane w Polsce części "Przypadków Callie i Kaydena" Jessici Sorensen pozostawiły mnie w emocjonalnej rozsypce, ale to już całkiem inny temat, który może kiedyś zostanie tutaj poruszony...

Podsumowując moją beznadziejnie chaotyczną recenzję:

"Ugly love" jest naprawdę dobrą książką, jednak moim zdaniem nie przebija "Maybe someday". Do niedawna wiele osób twierdziło, że jest to najlepsza powieść CoHo (nie wiem, jak jest teraz, zwłaszcza po tym jak wydano "November 9"), ale ja tak nie uważam. Może i byłabym tego samego zdania gdyby nie dwie tony recenzji w samych superlatywach, których się naczytałam tak dużo, że już mi się nimi, za przeproszeniem, rzygać chciało. Wymagałam zbyt wiele i wyszło jak wyszło, dlatego też mam tu dla Was sugestię: Nie wymagajcie. Podejdźcie do książki na luzie, a być może zaskoczy Was i to bardzo pozytywnie. Fabuła nie jest zbyt oryginalna, a zakończenie do bólu przewidywalne, więc cóż... Jeśli chodzi o moje dalsze przygody z tą panią: jak już wspominałam w recenzji "Pułapki uczuć" <klik>, przeczytam je tylko, jeśli nadarzy się taka okazja. Jeśli nie - nie będę płakać, bo do żadnej mi się nie spieszy. Po zakończeniu tej książki jedno jest pewne: po części jestem zawiedziona i czegoś mi brak, ale z drugiej strony nie była ona taka zła, bo spędziłam z nią kilka naprawdę przyjemnych godzin więc myślę, że moja ocena jest dość sprawiedliwa.

Łatwo wziąć złudzenia za prawdziwe uczucia, zwłaszcza gdy patrzy się drugiej osobie w oczy.

Uff... Da się coś z tego zrozumieć? Wybaczcie, ale jeśli czytaliście poprzednie recenzje, wiecie, że CoHo zawsze sprawia, że w mojej głowie panuje jeden wielki chaos i nie wiem co mam napisać... Jeśli chodzi o samą książkę: czytaliście? Zamierzacie? Pochwalcie się ;)


38 komentarzy :

  1. Czytałam Ugly Love, jak i Maybe Someday i uważam, że to właśnie MS przebija UL, a przynajmniej dla mnie. :) Czytałam dużo dobrych opinii o jej nowej książce, dlatego jestem ciekawa czy okaże się lepsza niż MS. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już wspominałam, dla mnie MS jest lepsze, ale jestem ciekawa Twojego zdania ;)

      Usuń
  2. Oczywiście, że nie przebija Maybe someday bo to była cudowna książka a co do Ugly love to musze przyznać że się zawiodłam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło wiedzieć, że nie jestem jedyna ;)

      Usuń
  3. A jednak zrecenzowałaś! Ja CoHo przeczytałam póki co jedynie Never never (okropnie drażni mnie fakt, że wszystkie tytuły Hooveer nie są tłumaczone na polski :/) i tak mnie zmęczył, że poprzestałam na nim. Aczkolwiek jestem ciekawa November 9, więc może dam CoHo drugą szansę. Co do Ugly Love to nie mogę się wypowiedzieć - nie czytałam jej. Ale ludzie z innych blogów w rozmowach absolutnie mi kazali jej kijem nie tykać, bo podobno kest fatalna. Właściwie nie spotkałam się chyba z pozytywną recką UL ;( dlatego tę książkę sobie odpuszczam ;)
    Buziaki ;*
    Q.

    www.doinnego.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy ma inną opinię, ja z kolei spotkałam się z wieloma poleceniami, więc widocznie zależy od tego, gdzie się szuka ;) Poza tym ja też wolałabym, żeby tytuły książek CoHo były tłumaczone, ale przecież mamy np. taką "Pułapkę uczuć", co wygląda dobrze. Gdyby jednak chcieli przetłumaczyć takie "Hopeless", to w praktyce mogłoby to wyjść dosłownie beznadziejnie :P

      Usuń
  4. CoHo czytałam tylko "Hopeless" i "Maybe Someday", ale obydwie te pozycje były tak genialne, że postanowiłam, że muszę, ale to muszę zapoznać się z całą twórczością autorki. Słabsza powieść? Wiadomo, nie każdy jest maszyną pełną pomysłów i każdemu autorowi przysługuje gorsza od innych książka. Nie świadczy to jednak o braku umiejętności pisarskich ;)
    Buziaki kochana!
    BOOKBLOG

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nic takiego nie napisałam ;) CoHo na pewno potrafi pisać, jednak ja zraziłam się już dwiema jej książkami i jak na frazie sobie daruję ;)

      Usuń
  5. Hmmm... niezbyt ciągnie mnie do książek pokroju "Ugly Love", jednak po zobaczeniu aż tak wielu pozytywnych opinii, myślę że jest godna przeczytania ;)
    Może kiedyś i ja się skuszę.
    Pozdrawiam
    Moment Of Dreams ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ja wiem, czy tych pozytywnych recenzji jest tak wiele... Powiedziałabym raczej, że jest ich dużo, ale te negatywne te,ż nie są jakąś rzadkością ;) Również pozdrawiam ;)

      Usuń
  6. A mi się podoba Twoja recenzja :D Na razie do tej książki Cooleen Hoover mnie nie ciągnie.Też uważam, że ta "królowa New Adult" to za dużo. Moim zdaniem to dobra autorka, ale jest przecież dużo innych równie dobrych pisarek.
    Pozdrawiam!
    www.lekturia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O i tu się zgodzę (zapomniałam o tym). Jest wiele innych równie dobrych jak nie lepszych pisarek :)

      Usuń
    2. Cieszę się, że ktoś się ze mną zgadza ;) Również pozdrawiam :)

      Usuń
  7. Całkowicie się z Tobą zgadzam ;) "Ugly love" było dobre, ale na pewno nie tak jak to obiecywały czytane przeze mnie wcześniej recenzje. Było przewidywalne, chociaż w momencie wyjaśnienia się tajemnicy Milesa w oku zakręciła mi się łza. W każdym razie wciąż uważam, że najlepszą książką Hoover jak dotąd (a nie czytałam "November 9") jest "Maybe someday" ;)

    Pozdrawiam,
    Paulina z naksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie czytałam trzech książek Hoover, jednak tak jak ty jestem za Maybe Someday :)

      Usuń
  8. Rzeczywiście Hoover to taka autorka, która często pozostawia mętlik w głowie. Pamiętam, że kiedy czytałam "Hopeless" to ostatnie strony wywołały we mnie naprawdę dużo emocji, chociaż z perspektywy czasu mój entuzjazm nieco osłabł. Po "Ugly Love" jednak prawdopodobnie nie sięgnę, ostatnio nie ciągnie mnie szczególnie do historii miłosnych ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A u mnie akurat teraz jest na odwrót ;) Naczytałam się fantastyki i wyszło jak wyszło, więc teraz zagłębiam się w New Adult ;)

      Usuń
  9. Średnio mi się podobała ta książka - cała jej koncepcja była nawet okej, ale upiększacze autorki jakoś mnie odstraszały. Końcówka za to zasługuje na pochwalenie, bo trochę mnie rozbiła, co często się nie zdarza ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie właśnie strasznie nie podobały się te "upiększające" zabiegi autorki. Tekst pisany jak wiersz, to znowu jakieś zmiany czasu... Było tego za dużo.

      Usuń
  10. Z twórczością pani Hoover nie miałam przyjemności się jeszcze zapoznać. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Postanowiłam sobie jednak, że przeczytam chociaż jedną jej książkę, żeby zobaczyć, czym się tak wszyscy zachwycają i wyrobić sobie własne zdanie. Z początku miałam właśnie zacząć od "Ugly Love", bo tak jak wspomniałaś, wszędzie widziałam pozytywne recenzje tej książki wychwalające ją do granic możliwości, więc stwierdziłam, że to musi być bardzo dobra książka. W końcu tak się złożyło, że koleżanka stanowczo odradziła mi czytać "Ugly Love" jako pierwszą powieść tej autorki, bo twierdziła, że mogłabym się zniechęcić, więc odpuściłam. Teraz już średnio mnie ciągnie do tej książki, ale jak tylko przekonam się do stylu Hoover, to może i na "UL" przyjdzie czas.
    Pozdrawiam!

    bookmania46.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepiej jak zaczniesz (moim zdaniem) od Maybe Someday. Dla mnie to była najlepsza książka Hoover, chociaż nie czytałam Ugly love, Never never i November 9 (którego nie zamierzam czytać).

      Usuń
    2. Polecam zacząć od "Hopeless". Tak było w moim przypadku i wtedy się nie zawiodłam. Za to jeśli chodzi np. o taką "Pułapkę uczuć", to jest to pierwsza i bardzo słaba książka autorki, więc... nie odradzam, jednak też nie zachęcam :P

      Usuń
    3. Ja też zaczęłam od Hopeless :) Z tego co wiem dużo osób od niej zaczyna :p

      Usuń
  11. Ja też uważam, że Maybe Someday było lepsze :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Liczyłam na coś odrobinę lepszego, ale mimo wszystko bardzo polubiłam tę powieść. Jedynie zakończenie mocno mnie rozczarowało, miałam nadzieję na nieco bardziej nieoczekiwanego. ;) Pozdrawiam
    Osobliwe Delirium

    OdpowiedzUsuń
  13. Ugly love raczej sobie odpuszczę po tym, jak w Empiku przeczytałam losowy fragment i trafiłam na dosyć nieprzyjemną scenę, która zamiast podekscytować, to wzbudziła we mnie zażenowanie. Ale samej autorce nie mówię nie, zwłaszcza właśnie po November 9, które zachwyciło mnie całkowicie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest dobre podejście ;) Każdy autor miewa lepsze i słabsze momenty, więc warto zapoznać się z jego innymi książkami :) Jak już wspominałam - ja na razie sobie odpuszczę, ale nie zmienia to faktu, że jeśli nadarzy się okazja to na pewno sięgnę ;)

      Usuń
  14. Zamierzam przeczytać. Wiem, że jest w bibliotece, więc zakup sobie odpuszczę :) CoHo ten skrót obudził we mnie od razu skojarzenia do chemii XD Za dużo się dzieje na moim profilu w liceum, abym wszystkiego nie sprowadzała do chemii XD Recenzja jest ciut chaotyczna, ale ja doskonale cię rozumiem i mimo wszystko uważam, że spisałaś się na medal, bo mi recenzowanie książek tej autorki sprawia takie same problemy. Więc jak widzisz nie jesteś jedyna :* Rzeczywiście zbyt dużo było recenzji pochlebnych (ja bynajmniej więcej takowych czytałam), ale wezmę sobie twoje zdani do serca i podejdę na luzie, bo nie chcę się rozczarować :)

    Pozdrawiam, Jabłuszkooo ♡
    SZELEST STRON

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy jeszcze nie wiedziałam co oznacza skrót CoHo, sama myślałam, że chodzi o coś związanego z chemią :P Tak więc no... Pani od chemii straszy nawet po nocach :P W takim razie czekam na Twoją recenzję :D

      Usuń
    2. Ja domyśliłam się, ale jako osoba o profilu biol-chem wszystko się sprowadza do chemii XD

      Usuń
  15. Czytałam tylko "Never never" tej autorki i... książka przyjemna, ale bez szału. Nie sięgnę raczej po nic więcej.. nie mój klimat :D

    Pozdrawiam Iza
    Niech książki będą z Tobą!

    OdpowiedzUsuń
  16. Mnie się podobała i to bardzo. Tak jak napisałaś, może to kwestia tego na jakim etapie w życiu jest czytelnik, jak postrzega rzeczywistość, a tutaj dokładnie - życie rodzinne. Historia była prosta, była przewidywalna, ale mnie zachwyciła. No i popłakałam się. Mam świadomość, dlaczego mogłaby się nie podobać innym, jednak mnie uwiodła :)

    Pozdrawiam, Przy gorącej herbacie

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja jestem jedną z tych osób, które rozpływały się nad "Ugly Love". ;) Uwielbiam Colleen Hoover i ta książka trafiła do mojej ścisłej czołówki jej powieści, ale rozumiem, co mogło się w niej nie podobać. :) Wiadomo, nie ma siły, żeby dana książka spodobała się wszystkim tak samo. :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Przez never, never (gdzie nie słyszałam dobrych opinii o tej książce) CoHo podbiła moje serce. Ugly love też czytałam mimo przewidywalnego zakończenia była naprawdę świetna. W planach też mam inne książki tej autorki :D
    Pozdrawiam i zapraszam ;) http://tylkodokonczerozdzial.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja zaś należę do grona osób, któremu ta książka niestety nie przypadła do gustu... Nie rozumiem nawet, tego wszechobecnego rozpływania się nad twórczością CoHo, ale być może jest tak dlatego, że miałam okazję dotychczas czytać jedynie "Ugly Love" i "Pułapkę uczuć". Chyba źle wybrałam, jeśli chodzi o początek, dlatego koniecznie muszę przeczytać "Hopeless". Ciekawe czy odmieni moje zdanie o autorce....

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń

Jeśli przeczytałeś/aś mój post zostaw po sobie jakiś ślad :)
Z chęcią poznam wasze opinie na dany temat.
Nie musisz spamować linkami, odwiedzam każdego, kto zaciekawi mnie komentarzem lub po prostu stałych czytelników :)

SZABLON WYKONANY PRZEZ RONNIE