Cześć Wam :)
Dawno mnie tutaj nie było, obiecywałam dodać coś przez ferie, no ale jednak okazało się, że się nie da... więc wracam teraz ;) A dzisiaj zapraszam na recenzję jednej z książek (ludzie chyba zawsze tak zaczynam...), która zdecydowanie zasługuje na uznanie i gromkie brawa. A mowa tutaj oczywiście o „Wstydzie" autorstwa Rachel Van Dyken, czyli trzecim tomie serii „Zatraceni", która totalnie rozwala system.
Dawno mnie tutaj nie było, obiecywałam dodać coś przez ferie, no ale jednak okazało się, że się nie da... więc wracam teraz ;) A dzisiaj zapraszam na recenzję jednej z książek (ludzie chyba zawsze tak zaczynam...), która zdecydowanie zasługuje na uznanie i gromkie brawa. A mowa tutaj oczywiście o „Wstydzie" autorstwa Rachel Van Dyken, czyli trzecim tomie serii „Zatraceni", która totalnie rozwala system.
Zwyczajowo recenzja BEZ SPOILERÓW.
Zapraszam ;)
Rachel Van Dyken bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie swoją „Utratą" <recenzja>, nieco rozczarowała „Toxic" <recenzja> i... totalnie rozkochała mnie we „Wstydzie". Nie mam pojęcia dlaczego tak długo zwlekałam z jej lekturą, ponieważ już w trakcie samego czytania byłam pewna, że będzie to najlepsza część serii. Na końcu pozostało tylko pytanie: dlaczego wcześniej nie wiedziałam o istnieniu książek tej pani?
Pierwszy raz miałam z nią (serią) styczność dość spory kawał czasu temu, bodajże oglądając jedną z recenzji na booktubie. Wtedy nie zwróciłam na nią uwagi, nawet o niej zapomniałam. I w sumie nie wiem jakim cudem mogłam omijać te perełki. No jak?! Teraz pluję sobie w brodę, ponieważ jest to jedna z lepszych serii New Adult jakie miałam okazję przeczytać. Gdybyście widzieli ile cytatów w niej pozaznaczałam, zapewne mówiłoby to samo za siebie, jednak zdążyła wywędrować w świat zanim pomyślałam o tym, żeby zrobić zdjęcia.
Cytaty. Właśnie - cytaty. Czytelnikowi takiemu jak ja aż się serduszko raduje i wesoło pika, kiedy jedna książka zawiera ich w sobie kilkanaście, lub nawet kilkadziesiąt. Czytając "Wstyd" zaznaczałam je właściwie co chwila. Niektóre mądre, inne piękne same w sobie, to znowu słodkie, a jeszcze inne poważne, czy też smutne. A kij to, zdarzały się takie będące połączeniem wszystkich tych cech. I nie macie pojęcia jaki to był dla mnie ból żeby wybrać te, które spodobały mi się najbardziej. Naprawdę było ich tak dużo, że najchętniej wrzuciłabym je wszystkie, jednak obawiam się, że wtedy dziewięćdziesiąt procent recenzji stanowiłyby właśnie one. A z resztą co ja będę tutaj mówić. Zaspamuję Was dzisiaj - i tutaj, i na fb, i na snapchacie cytatami z owej książki, ponieważ są one absosmerfnie cudowne.
Ale przejdźmy dalej. O ile w poprzednich dwóch częściach styl autorki był bardzo dobry, tak w tej polepszył się i to bardzo. Nie wiem jak to wyjaśnić, ale bardzo odczułam tą różnicę. Czytanie książki sprawiało jeszcze większą przyjemność niż przy tomach poprzednich i pomogło mi pozbyć się jakiegoś książkowstrętu, czy czegoś innego, co męczyło mnie od stycznia. Zajęło mi ledwie kilka godzin i strasznie żałowałam, że książka skończyła się tak szybko. Autorka nie jeden raz wywołała wielkiego banana na mojej twarzy, poprawiła mi humor i czasami zdarzyło się, że miałam ochotę tam wleźć i uderzyć pewną osobę, która początkowo zachowywała się jak dupek. No ale oczywiście później zostało mu to wybaczone. A wiecie, co jest najlepsze? Powrócił mój ukochany Gabe! Nie, żeby nie było go w poprzednich tomach, jednak w drugim (swoją drogą moim zdaniem najsłabszym) stracił nieco tej swojej urokliwości. A tutaj bam! Mój mąż wyleczony :D
Jedyną rzeczą, którą jestem całkowicie pewna po przeczytaniu tej książki jest to, że będzie mi brakowało jej bohaterów. Niby zawsze można przeczytać ją od nowa, jednak to nie to samo. Pani Van Dyken wykreowała w swojej serii postaci z krwi i kości. Wydaje mi się, że każde z nas byłoby w stanie sobie ich wyobrazić. Niekoniecznie jako swoich rówieśników, jednak jako prawdziwe, żywe osoby. Nie byli irytujący, ani też płascy, czy jednowymiarowi. Ich życie potoczyło się ciężkim torem, każde z nich zostało w pewien sposób doświadczone, dzięki czemu stali się jeszcze bardziej żywi.
Wiele osób uważa, że New Adult jest nudne i pełne schematów. Cóż, nie zawsze. W wypadku „Wstydu" nie nadziałam się na nic, co by mnie zirytowało i nie pomyślałam "to już było". Nie twierdzę, że powieść jest super wielkim oryginałem, bo nie jest. Po prostu przedstawia swoją historię w nieco inny sposób od reszty. Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale właśnie dzięki temu czytało się ją tak przyjemnie. Dzięki temu i dzięki cytatom oczywiście. No i Gabe też tam był... Nie wiecie kim jest Gabe? Proponuję zapoznać się z którąkolwiek częścią serii. Z tym, że jeśli zaczniecie od trzeciego będziecie mieć spoilery jak znalazł.
Podsumujmy, bo po powrocie mam wrażenie, że zaczynam bredzić bez sensu :P
Rachel Van Dyken napisała coś, co można czytać ciągiem, jako serię, jednak równie dobrze można zacząć od drugiego, czy trzeciego tomu, co według mnie jest dużym plusem. Książki New Adult w jej wykonaniu są dobre, a nawet bardzo dobre. Wciągają czytelnika od pierwszych stron, zasypują cudownymi cytatami i nie pozwalają się oderwać. „Utrata" jest świetnym początkiem. „Toxic" wypada najsłabiej, jednak również jest warte poznania. Za to „Wstyd" przebija wszystko. Wciąga i wyjaśnia wszystko, co do czego mieliśmy wcześniej wątpliwości. Nie można się od niego oderwać nawet na chwilę. Umila wieczór. Daje jeszcze więcej niż poprzednie części. Jest po prostu idealnym zwieńczeniem serii.
Jeśli lubicie New Adult, lub też chcielibyście od czasu do czasu przeczytać coś lżejszego, a zarazem niebanalnego - ta książka, jak i cała seria jest dla Was idealna. Moim zdaniem jedno z lepszych New Adult. Polecam! :D
Czytaliście? Jak wrażenia? Dajcie znać w komentarzach, a jeśli nie mieliście okazji się z nią zapoznać, koniecznie to zróbcie, bo naprawdę warto ;)
Buziaki ;*
Kinga